Weto prezydenta wobec ustawy o wiatrakach — o co poszło i co to znaczy dla nas

foto weto prezydenta ustawa wiatrakowa

Zacznijmy od najprostszego – rząd chciał poluzować zasady stawiania wiatraków na lądzie, a prezydent to zawetował. Spór nie jest o to, czy prąd ma być tańszy, tylko jak do tego dojść i czy wiatraki mogą stać bliżej domów. W tle doszło też do połączenia dwóch spraw w jednej ustawie: zasad budowy wiatraków i zamrożenia cen prądu. Prezydent uznał, że takie połączenie to „wciskanie na siłę”, więc ustawę odrzucił. Jednocześnie zapowiedział osobny projekt tylko o cenach prądu, żeby je dalej trzymać w ryzach.

Co tak naprawdę zmieniała ta zawetowana ustawa?

Pozwalała stawiać wiatraki bliżej niż dotąd, bo nie bliżej niż 500 metrów od domów. Do tej pory przyjęte było co najmniej 700 metrów, a wiele lat wcześniej funkcjonowała tzw. zasada 10H, która praktycznie blokowała nowe inwestycje w lądowe farmy wiatrowe. Nowe przepisy dawały też gminom i mieszkańcom większy wpływ na to, gdzie takie wiatraki mogą stanąć — decyzja miała przechodzić przez miejscowy plan zagospodarowania, a więc przez radę gminy. Wprowadzono także mechanizm pieniędzy dla okolicznych gospodarstw i korzyści dla gmin, żeby ludzie mieszkający najbliżej też mieli z tego realny pożytek.

Dlaczego prezydent powiedział „nie”?

Po pierwsze, nie chciał, żeby w jednej ustawie mieszać wiatraki z zamrożeniem cen prądu. W jego ocenie to była próba postawienia go pod ścianą: albo podpisze wszystko, albo nic. Po drugie, uznał, że 500 metrów to zbyt blisko domów i że wiele osób tego się po prostu boi. Mówiąc po ludzku: część mieszkańców nie chce mieć wielkiej maszyny za płotem, bo martwi się o hałas, cień czy widok za oknem. Tyle że w tej samej konferencji prezydent podkreślił, że ceny prądu i tak chce zamrozić — ale osobną ustawą.

Co to znaczy dla naszych rachunków?

Na krótką metę niewiele, jeśli osobna ustawa o cenach prądu przejdzie bez opóźnień. Na dłuższą metę ma to już znaczenie. Im więcej mamy prądu z wiatru na lądzie, tym tańsza jest mieszanka źródeł w całym systemie. Lądowe wiatraki produkują energię taniej niż elektrownie węglowe czy gazowe, zwłaszcza kiedy wiatr wieje równo przez wiele godzin. Jeśli takich wiatraków nie będzie przybywać, to dłużej będziemy płacić więcej za prąd produkowany z droższych paliw. To trochę jak z ogrzewaniem domu: jeśli ocieplisz ściany i wymienisz okna, rachunki spadają miesiąc w miesiąc. Jeżeli tego nie zrobisz, zimą płacisz więcej, nawet jeśli przez chwilę masz zniżkę na węgiel.

Czy obawy mieszkańców są ważne?

Jasne, że tak. 500 metrów to dla wielu osób blisko. Dlatego sensowny kompromis to nie blokada wszystkiego, tylko mądre bezpieczniki. Decyzja powinna zapadać lokalnie w planie miejscowym, z obowiązkowymi badaniami hałasu i oddziaływań. Trzeba z góry wyznaczyć strefy, gdzie wiatraków po prostu nie będzie (np. cenne krajobrazy, drogi podejścia do lotnisk, korytarze przelotów ptaków). Do tego realne, a nie symboliczne korzyści finansowe dla tych, którzy mieszkają najbliżej. I wreszcie uczciwa informacja, jak działa turbina, jak brzmi i jakie są wymogi serwisowe. Ludzie mniej boją się tego, co znają.

Dlaczego uważam, że weto bardziej szkodzi niż pomaga? Bo nie zatrzymuje podwyżek „tu i teraz” — od tego ma być osobna ustawa o cenach — za to opóźnia rozwój najtańszego źródła prądu na lądzie. W praktyce dłużej będziemy uzależnieni od droższych paliw, a to oznacza wyższe koszty dla rodzin i firm. Weto wylało dziecko z kąpielą: razem z kontrowersyjnym 500 metrami zniknęły też pieniądze dla gmin i sąsiadów turbin oraz szybsza ścieżka do tańszego miksu energetycznego.

Co dalej byłoby najlepsze?

Najprościej: szybko przyjąć osobną, porządną „ustawę wiatrakową”. Z twardymi zasadami lokalizacji, z prawem weta dla gmin w planie miejscowym, z jasnymi limitami hałasu i strefami ochronnymi. Z uczciwymi korzyściami finansowymi dla mieszkańców najbliższych turbin, tak żeby ci ludzie czuli, że to im się realnie opłaca. Do tego kontynuować osobną ustawę o zamrożeniu cen na najbliższe miesiące, żeby rachunki nie wyskoczyły do góry, zanim nowe inwestycje zdążą powstać.

Podsumowując najprościej jak się da: weto zatrzymało wiatraki, ale nie rozwiązało problemu cen prądu na dłuższą metę. Jeśli chcemy płacić mniej, musimy mieć więcej tanich źródeł energii. Lądowe wiatraki są jednym z nich. Da się je stawiać rozsądnie i z szacunkiem dla ludzi, którzy mieszkają obok. Trzeba tylko spisać mądre zasady i się ich trzymać, zamiast wciskać hamulec na całej drodze.

Podobne wpisy