We wrześniu 2023 roku na autostradzie A1 doszło do wypadku, który wstrząsnął opinią publiczną w całej Polsce. Sebastian Majtczak, jadąc podrasowanym BMW Alpina B7 z prędkością ponad 300 km/h, uderzył w tył jadącej lewym pasem kia cee’d. Uderzony pojazd uderzył w bariery i stanął w płomieniach, a trzyosobowa rodzina zginęła na miejscu. Sprawca nie podjął próby udzielenia pomocy ani nie wezwał służb ratunkowych; zamiast tego uciekł z miejsca zdarzenia i wkrótce później opuścił kraj, ukrywając się w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Ostatecznie został ekstradowany do Polski w maju 2025 roku.
Z punktu widzenia prawa kluczowe jest to, że Majtczakowi postawiono zarzut z art. 177 § 2 kodeksu karnego, czyli spowodowanie wypadku komunikacyjnego ze skutkiem śmiertelnym. Za to przestępstwo grozi kara od 6 miesięcy do 8 lat więzienia. Prokuratura nie zdecydowała się na surowszą kwalifikację, np. zabójstwo z zamiarem ewentualnym, które zagrożone jest karą od 8 lat do dożywocia. Powodem jest wysoki próg dowodowy: aby wykazać zamiar ewentualny, należałoby udowodnić, że kierowca świadomie godził się z możliwością zabicia innych uczestników ruchu. Mając na uwadze dotychczasową linię orzeczniczą, prokurator uznał, że mimo rażącej brawury i łamania przepisów brak jest podstaw do przyjęcia, iż sprawca chciał śmierci ofiar.
Czy mogło mu grozić więcej i dlaczego nie?
Od początku pojawiały się głosy, że kara do 8 lat za spowodowanie śmierci trzech osób to stanowczo za mało. Pełnomocnicy rodziny ofiar domagali się, by Majtczak odpowiadał jak za zabójstwo z zamiarem ewentualnym, a w debacie publicznej pojawiła się nawet propozycja wprowadzenia nowego typu przestępstwa – „zabójstwa drogowego”, za które groziłoby do 16 lub 20 lat więzienia. Niestety, na razie jest to tylko postulowana zmiana legislacyjna i – co ważne – zgodnie z konstytucyjną zasadą lex severior retro non agit nowe, surowsze prawo nie mogłoby działać wstecz. W praktyce oznacza to, że nawet gdyby w przyszłości uchwalono „zabójstwo drogowe”, nie można by go zastosować do wydarzeń z 2023 roku.
Skoro nie postawiono zarzutów zabójstwa, pojawia się pytanie, czy prokuratura mogła przynajmniej uzupełnić kwalifikację o nieudzielenie pomocy (art. 162 kk) czy ucieczkę z miejsca wypadku (art. 178 § 1 kk). Te przepisy przewidują dodatkową odpowiedzialność – do 3 lat więzienia za zaniechanie ratunku i do 4,5 roku za ucieczkę – i w ocenie wielu prawników zachowanie Majtczaka wypełnia ich znamiona. Organy ścigania ograniczyły się jednak do art. 177 § 2, argumentując, że pomoc i tak nie przyniosłaby ofiarom ratunku, a oddalenie się z miejsca zdarzenia miało inną kwalifikację prawną. Choć można z tym polemizować, pozostaje faktem, że sąd będzie orzekał tylko w granicach postawionego zarzutu.
Konsekwencje i przyszłość sprawy – mój komentarz
Rozprawa przed sądem rejonowym w Piotrkowie Trybunalskim rozpocznie się 9 września 2025 roku i zaplanowanych jest sześć terminów. Majtczak pozostaje w areszcie, a po ewentualnym skazaniu grozić mu będzie kara z przedziału 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności. W polskiej praktyce sądowej za spowodowanie śmiertelnego wypadku wyroki w dolnych granicach (np. 2–4 lata) nie są rzadkością, zwłaszcza gdy sprawca dotychczas nie był karany. Jednak w tej sprawie mamy do czynienia z wyjątkowo rażącym przekroczeniem prędkości, świadomymi modyfikacjami auta, brakiem reakcji po wypadku i próbą ucieczki za granicę. To okoliczności obciążające, które mogą skłonić sąd do wymierzenia kary bliższej górnej granicy ustawowej.
Moim zdaniem przypadek ten obnaża luki w polskim prawie. Skoro tak skrajnie nieodpowiedzialna jazda z prędkością 300 km/h w nielegalnie przerobionym samochodzie, zakończona śmiercią trzech osób, jest kwalifikowana jedynie jako wypadek ze skutkiem śmiertelnym, to widać, że brakuje przepisów adekwatnie reagujących na drogowe „bronie”. Uważam, że potrzebna jest zmiana prawa, która za nadzwyczajnie brawurową jazdę umożliwi wymierzenie wyższej kary, zwłaszcza gdy kierowca ucieka z miejsca zdarzenia i nie udziela pomocy. Jednocześnie należy pamiętać, że prawo nie może działać wstecz; dlatego dopiero nowe sprawy będą mogły być oceniane według surowszych kryteriów. W przypadku Majtczaka, choć kara do 8 lat wydaje się niewspółmiernie niska do skutków tragicznego wypadku, sąd będzie musiał stosować obowiązujące przepisy, co w najlepszym razie zakończy się kilkuletnią odsiadką i – być może – stanowi impuls do zmian legislacyjnych.






