Rząd zapowiedział przełomową decyzję – do końca 2025 roku Polska ma podpisać umowę na zakup trzech nowoczesnych okrętów podwodnych. Projekt nosi kryptonim „Orka” i ma wzmocnić bezpieczeństwo na Bałtyku, gdzie dziś Marynarka Wojenna RP dysponuje już tylko jedną, wysłużoną jednostką ORP Orzeł. Nowa flota ma nie tylko bronić wybrzeża, ale też działać w ramach sojuszu NATO, prowadzić rozpoznanie, przenosić pociski manewrujące i działać w pełnej skrytości. Premier podkreśla, że to jeden z najpilniejszych programów zbrojeniowych w kraju.
Rząd chce, by nowoczesne okręty nie były jedynie zakupem zagranicznym. Kluczowym wymogiem jest szeroki udział polskich stoczni i firm w budowie i serwisie jednostek. Chodzi o to, by inwestycja nie kończyła się na samym zakupie, lecz rozwijała krajowy przemysł i tworzyła miejsca pracy.
Zagraniczne oferty i polskie stocznie
O zamówienie rywalizuje kilku potężnych graczy. Szwedzki Saab proponuje okręty A26 Blekinge z napędem AIP (Stirling), które mogą pozostawać pod wodą przez wiele dni bez wynurzania. Niemiecki ThyssenKrupp Marine Systems przedstawia typ 212CD – konstrukcję nowej generacji, rozwijaną razem z Norwegią, charakteryzującą się wyjątkowo cichą pracą. Włosi z Fincantieri oferują wariant bazujący na tej samej technologii, z mocnym akcentem na współpracę przemysłową z Polską. Francuska Naval Group stawia na sprawdzoną rodzinę Scorpène/Marlin, również z napędem niezależnym od powietrza, a Korea Południowa kusi nowoczesnym KSS-III oraz wyjątkowo korzystnym pakietem finansowania.
Wszystkie te firmy podpisują listy intencyjne z Polską Grupą Zbrojeniową i zapowiadają, że duża część budowy, integracji systemów i serwisowania okrętów będzie odbywać się w Polsce. Choć kluczowe sekcje, takie jak reaktor czy najważniejsze moduły kadłuba, powstaną w macierzystych stoczniach, to montaż sekcji, instalacja systemów bojowych, a także wieloletnie utrzymanie mają być realizowane w krajowych zakładach. Dzięki temu Polska nie tylko wzmocni marynarkę, lecz także zbuduje kompetencje w zaawansowanym przemyśle stoczniowym.
Po co Polsce nowe okręty podwodne
Bałtyk to niewielkie, ale strategiczne morze. Okręty podwodne pozwalają na dyskretne patrolowanie, zbieranie danych wywiadowczych i odstraszanie potencjalnego agresora. Polska obecnie praktycznie nie ma takiej zdolności – jedyny czynny okręt, ORP Orzeł, zbliża się do czterech dekad służby. Nowe jednostki umożliwią długotrwałe skryte działanie, a w razie potrzeby precyzyjne uderzenia z głębin.
Dzięki programowi „Orka” Polska zyska też większą interoperacyjność z flotami sojuszników. Wszystkie brane pod uwagę typy okrętów są zgodne z systemami NATO, co ułatwi wspólne ćwiczenia i działania w czasie kryzysu. Wzmocnienie obrony morskiej jest odpowiedzią na rosnące zagrożenia w regionie – zwłaszcza ze strony Rosji, która na Bałtyku utrzymuje kilka nowoczesnych jednostek, a globalnie dysponuje dziesiątkami okrętów podwodnych.
Ile okrętów mają sąsiedzi – porównanie sił
Dla porównania warto spojrzeć na potencjał innych krajów. Niemcy posiadają sześć nowoczesnych jednostek typu 212A i już zamówiły kolejne w wersji 212CD. Szwecja eksploatuje trzy okręty typu Gotland i buduje dwa A26. Norwegia ma sześć okrętów typu Ula i planuje zakup jednostek 212CD. Dania zrezygnowała z okrętów podwodnych w 2004 roku, ale w regionie Morza Bałtyckiego nadal obecna jest potężna rosyjska flota, która choć głównie operuje na północy, może rotacyjnie kierować kilka okrętów na Bałtyk.
Na tle tych liczb Polska z jednym, mocno przestarzałym okrętem wygląda skromnie. Program „Orka” ma więc nie tylko wypełnić lukę, ale i przywrócić równowagę sił na Bałtyku.
Harmonogram i kolejne kroki
Rząd chce, by decyzja o wyborze wykonawcy zapadła natychmiast po przyjęciu uchwały. Podpisanie umowy ma nastąpić najpóźniej do końca 2025 roku. Część ofert przewiduje dostawę pierwszej jednostki około 2028 roku, a Korea Południowa proponuje dodatkowo starszy okręt do szybkiego szkolenia załóg. Cały proces – od budowy po pełne włączenie nowych okrętów do służby – potrwa jednak kilka lat.
Program „Orka” to nie tylko zakup sprzętu, ale także inwestycja w przyszłość polskiego przemysłu stoczniowego i w bezpieczeństwo całego kraju. Wzmacnia pozycję Polski w NATO, daje nowe miejsca pracy i rozwija rodzimą technologię. Decyzja o wyborze partnera będzie jednym z najważniejszych kroków w modernizacji sił zbrojnych w najbliższych latach.






